Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy i kandydat na prezydenta Polski, postanowił pokazać, jak robi się konferencję prasową. I wiecie co? To był występ godny Oscara za komedię roku! Dwie godziny uników, wymówek i min, które wyglądały, jakby ktoś podmienił Trzaskowskiego na sobowtóra z taniego filmu science fiction. Jeśli myślicie, że polityka to nuda, to przygotujcie popcorn, bo ta historia rozbawi was do łez – i to wszystko prawda!
Spis Treści
Dziennikarze jak świnie, a Trzaskowski gra na przeczekanie
Rafał od listopada jeździ po Polsce, spotyka się z ludźmi, słucha narzekań, ale pytań od dziennikarzy? O nie, to nie dla niego! W końcu jednak uznał, że czas stawić czoła mediom. Zaprosił wszystkich, uśmiechał się szeroko (a może to był grymas?), i myślał, że rozbroi ich swoim urokiem. No cóż, wyszło… jak wyszło. „Co ty tam cudaku mówisz? Dawaj szybko pytanie!” – rzucał, jakby grał w teleturniej „Kto szybciej przerwie dziennikarza”. Dwie godziny stał, dwie godziny odpowiadał (a raczej nie odpowiadał), a na koniec jeszcze pytał: „Cieszy się pan? Ja też!”. No Rafał, my też się cieszymy, ale z zupełnie innego powodu!
Sobowtór, czy malowanie twarzy? Co się stało z Rafałem?
Zacznijmy od tego, że Trzaskowski wyglądał, jakby ktoś pomalował go na potrzeby występu w cyrku. „Gdzie podziały się jego rysy twarzy? Czy to na pewno on?” – szeptali obserwatorzy. Zarost? Nie ten. Mina? Jak z mema „ktoś mnie zmusił do przyjścia”. Niektórzy zaczęli nawet spekulować, że to sobowtór! „Może zatrudnili tego samego, co u nas w studio?” – żartowano. Rafał, jeśli to byłeś ty, to kto ci zrobił taki makijaż? I dlaczego?
Kwota wolna od podatku? „Nie obiecywałem, ale popieram!”
Dziennikarze, ci „idioci” (jak zdawał się myśleć Rafał), nie dali mu spokoju. Szczególnie jeden uparty z Telewizji Republika, który przypomniał: „Panie prezydencie, obiecywał pan kwotę wolną od podatku, stało pan pod wielkim napisem ‘100 konkretów’!”. Co na to Trzaskowski? „Nie obiecywałem! Ale popieram, żeby rząd to zrobił. W 2027 roku. Może szybciej. Budżet trudny, wiecie, jak jest”. Gdy dziennikarz drążył, że jako wiceszef Platformy mógłby coś wymusić, Trzaskowski tylko się uśmiechnął: „Sprawczość? Jest! Rząd obiecał, ja popieram, wszyscy szczęśliwi!”. No, może nie wszyscy, bo widzowie wciąż drapali się po głowach.
A potem przyszedł cios. Inny dziennikarz wyciągnął cytat z 2023 roku, gdzie Rafał jasno mówił o kwocie wolnej do 60 tysięcy. „Dlaczego pan okłamał wyborców?” – zapytał. Trzaskowski? „Wcielamy to w życie! Cieszy się pan? Ja też!”. I następne pytanie, proszę! To był slalom między pytaniami godny mistrza olimpijskiego.
Mur na granicy? „Prima aprilis!”
Najlepsze przyszło, gdy ktoś wspomniał o murze na wschodniej granicy, który zbudowało PiS. Trzaskowski? Zaczął się śmiać, jakby usłyszał żart roku. „Prima aprilis! PiS zabezpieczył granicę? Haha!”. Chwila, moment – to mur jest, czy go nie ma? A może to nie PiS go zbudował? Nikt nie wie, o co chodziło, ale rechot Rafała zostanie z nami na zawsze. Może chciał powiedzieć, że mur jest, ale z tektury? Albo że to Donald Tusk go tak naprawdę postawił? Zagadka godna Sherlocka!
800+? „To my podnieśliśmy, nie PiS!”
Nie obyło się bez klasyka politycznego ping-ponga. Dziennikarz przypomniał, że to PiS zapowiedziało podniesienie 500+ do 800+. Trzaskowski? „No i co z tego? To my wypłacamy! Donald Tusk osobiście, z własnej kieszeni!” – no dobra, może nie powiedział tego dosłownie, ale mina sugerowała, że jest blisko. „Program utrzymany, rozbudowany, a wy jeszcze narzekacie?” – zdawał się mówić. Brawo, Rafał, punkt za kreatywność!
Służba zdrowia? „Iza, dasz radę!”
Na deser zostawmy pytanie o służbę zdrowia. Jak poprawić ochronę zdrowia, skoro składka zdrowotna ma być niższa, a w NFZ zieje dziura budżetowa? Trzaskowski rozwinął skrzydła: „Cyfryzacja! Internet! Umawianie wizyt online! Reforma NFZ! Pani ministra już nad tym pracuje!”. Konkret? Żaden. Gdy dziennikarz dopytał, jak zasypać dziurę w NFZ, Rafał rzucił: „Iza Leszczyna to ogarnie. Trzymamy kciuki!”. No Iza, czujemy presję! Rafał wierzy, że dasz radę, nawet jeśli pieniędzy nie przybędzie. To się nazywa optymizm!
Dwie godziny i zero odpowiedzi – mistrzostwo!
Podsumujmy: dwie godziny konferencji, zero konkretnych odpowiedzi, jeden rechot, kilka uników i mina, która mówi „po co ja tu przyszedłem?”. Trzaskowski chciał pokazać, że jest otwarty na media, a pokazał, że potrafi grać na czas lepiej niż szachowy arcymistrz. Dziennikarze? Wyszli z pytaniami, ale bez odpowiedzi. Widzowie? Z bólem brzucha od śmiechu.
Kliknij, żeby zobaczyć, jak Rafał Trzaskowski zamienia konferencję w kabaret! Czy to był on, czy sobowtór? I co z tym murem? Nie przegap!
żródło kanał zero

















